| Płomień olimpijski w Windsor (4/2010) |
|
|
| Aktualności |
| Written by Leszek Wyrzykowski |
|
Do rozpoczęcia zimowej olimpiady pozostało jeszcze kilka tygodni, sportowcy szlifują formę, a organizatorzy rwą resztki włosów z głów, a to za sprawą kaprysów natury: po prostu śniegu w Vancouver i okolicy jak na lekarstwo... . Przypomina mi się w tym momencie złośliwa opowiastka związana właśnie z zimowymi igrzyskami, otóż ktoś śmiał się, iż są to zawody organizowane wtedy, kiedy zaczyna brakować śniegu... Co prawda organizatorzy zapowiadają, że śniegu nie zabraknie, są robione zapasy w tych okolicach, gdzie śniegu nie brakuje, a w planach jest nawet wykorzystanie... helikopterów do przewożeniu śniegu! No ale śnieg potrzebny jest od 12 lutego, a sztafeta z płomieniem olimpijskim przemierza Kanadę już od 30 października 2009 r. W sztafecie bierze udział 12 tys. osób, a płomień pokona trasę liczącą 45 tys. km. Z prostego rachunku wynika, że większość trasy płomień będzie przewożony, a tylko w miastach i osiedlach robią to konkretni ludzie, jak Paul Janikowski, nasz młody rodak z La Salle (takie nieco dalsze przedmieście Windsor). Zanim przedstawię Paula i przebieg sztafety w La Salle, kilka słów na temat historii. Otóż zimowe igrzyska organizowane są od roku 1924 - Chamonix we Francji. Początkowo nazywane były Tygodniem Sportów Zimowych, ale szybko nazwę zmieniono i organizowano zarówno letnie, jak i zimowe igrzyska w tym samym roku. Znicz olimpijski po raz pierwszy zapłonął w 1928 r. w Amsterdamie, dopiero Niemcy w 1936 r. zorganizowali pierwszą sztafetę, która z ogniem odpalonym w starożytnej Olimpii przeniosła go do Niemiec na igrzyska roku 1936. Co ciekawe, w Niemczech hitlerowskich nocne marsze z pochodniami, masowe wiece były częścią nazistowskiego wychowania. Odwołanie się do starożytnych Greków miało świadczyć o pochodzeniu samych Niemców. Tak więc piękna idea olimpijskiej sztafety, z płomieniem zapalanym w Olimpii, ma bardzo niepiękne początki. W starożytności na czas igrzysk przerywano wojny, ale współcześnie po prostu nie organizowano olimpiad, tym nie mniej duch olimpijski przetrzymał wszystkie próby i w dniu 12 lutego na stadionie olimpijskim w Vancouver ponownie zapłonie znicz olimpijski.
Piłkę nożną Paul trenował w... Michigan. Na mistrzostwach Kanady w ub. roku Janikowski wywalczyl szóste miejsce w kategorii juniorów i trzecie w gronie swoich rówieśników, okazuje się bowiem, że regularnie startuje ze starszymi od siebie biegaczami i wcale im nie ustępuje. Sztafeta olimpijska, w której brał udział, dotarła do La Salle w dniu 23 grudnia, w godzinach popołudniowych. Ponieważ było to duże wydarzenie dla nas, Polaków, no i zaszczyt dla naszego młodego rodaka, na trasę biegu udała się dość liczna reprezentacja z biało-czerwoną flagą. Na miejscu okazało się, że poszczególni uczestnicy, zanim przejmą płomień, mają kilka minut na spotkanie z sympatykami, kibicami, wykorzystaliśmy to na robienie pamiątkowych zdjęć. Dodam, że drugą serię wykonaliśmy już po powrocie Paula do domu. Za jedyne 350 dol. uczestnicy sztafety mogli pochodnię zatrzymać... I to było dla nas duże zaskoczenie, nie spodziewaliśmy się, że może to być tak kosztowna przyjemność, ale któż z nas nie kupiłby takiej pamiątki? Po zakończeniu biegu przez La Salle płomień przeniesiono do Windsor, tutaj, przed ratuszem, zorganizowano duże święto z odpaleniem znicza. Następnego dnia, czyli w wigilię Bożego Narodzenia, o godz. 6:00 rano, na dwie minuty sztafeta zatrzymała się po drugiej stronie miasta - w Tecumseh. Dla pierwszych 200 dzieci przygotowano prezenty w postaci pamiątkowych rękawic z olimpijskimi kołami. Wśród tych, którzy rękawice otrzymali byli nasi młodzi rodacy: Gabriela Krasowki i Kacper Szutka. „Nie było łatwo wstać tak wcześnie, ale warto było” - powiedział 11-letni Kacper. Co tu dużo mówić, Kanada to taki trochę młodszy i słabszy brat USA, nie kryjący swych kompleksów i zapowiadający na każdym kroku zwycięstwa w czasie olimpiady. Zwłaszcza niedawna porażka w mistrzostwach świata juniorów w hokeju na lodzie, popsuła humory, ale igrzyska za pasem i będzie okazja, aby seniorzy pokazali, kto jest mistrzem hokeja... Jakoś tak to wygląda od środka, że szczególnie ciężko pogodzić się Kanadyjczykom z porażkami z sąsiadem z południa. Mówiąc o igrzyskach trzeba też podkreślić jeszcze jeden szczególny moment: otóż na palcach jednej ręki można policzyć te państwa, które organizowały zawody i nie wywalczyły złotego medalu! Kanada gościła letnie (Montreal 1976) i zimowe (Calgary 1988) igrzyska nie zdobywając złota, ale do historii przeszły inne „osiągnięcia”, np. dług zaciągnięty na letnie igrzyska w Montrealu spłacano przez 30 lat; zazwyczaj zawody tej rangi przynoszą dochody, ale w Montrealu było inaczej. Poza tym po oberwaniu chmury woda zgasiła znicz olimpijski, na szczęście jeden z działaczy miał przy sobie zapalniczkę i nie namyślając się zbyt długo - zapalił płomień. Później tłumaczono, że zapasowy ogień przetrzymywano gdzieś w bezpiecznym miejscu. Ale z płomieniem w Montrealu to nie koniec ciekawostek. Po ceremonii zapalenia pochodni w Olimpii ogień w postaci sygnału radiowego przekazano do Ottawy, tam sygnał radiowy miał uruchomić promień lasera, a ten ponownie odpalić pochodnię. Prawda, że bardzo skomplikowana operacja? Ponieważ gospodarz igrzysk ma prawo zaproponować nowe konkurencje, w Vancouver planowano skoki narciarskie kobiet, ale pomysł został odrzucony. Tym czasem inni działacze naciskają, aby do programu igrzysk wprowadzić... biegi przełajowe. Za czery lata w Soczi biegów jeszcze nie będzie, ale za osiem lat wszystko jest możliwe. Dzięki dołączeniu biegów przełajowych sportowcy z krajów afrykańskich będą mieć szansę na medale w sportach zimowych. A jako, że i Paul Janikowski osiąga coraz lepsze wyniki w przełajach - czyż nie byłoby pięknie, gdyby za osiem lat reprezentował Kanadę na kolejnych igrzyskach zimowych? Leszek Wyrzykowski |









Ale Paul Janikowski przebiegł swoje 300 m w La Salle dzięki temu, że dyrekcja szkoły, do której uczęszcza, wytypowała go. Ktoś zapyta, dlaczego akurat on? Okazuje się, że Paul jest bardzo uzdolnionym lekkoatletą, a także piłkarzem, tyle tylko, że po złamaniu obojczyka opiekunowie wytłumaczyli mu, że nie może więcej ryzykować; po prostu w biegach ma szansę osiągnąć znacznie więcej niż w piłce nożnej.



"Wielu trzyma się uparcie raz obranej drogi, lecz tylko nieliczni dążą konsekwentnie do swego celu."




