Polish Times - Czas Polski - tygodnik polski w Detroit, USA

Issue 36/2010
Wednesday 9-08-2010

In this issue: POLSKA PARADA PO RAZ 34., “Polskie Rozmaitości” świętują 80-lecie, “Filareci” świętują swoją 75. rocznicę, DREAM PIKNIK, 34th Polish Day Parade, PRIDE OF POLONIA AWARD 2010, Remembering Ann O. Fletcher (1911-2010), Holy Cross Parish School Supply Drive, sport, magazyn, progrm TV, ogłoszenia. PRENUMERATA

PUNKTY SPRZEDAŻY

Uwaga! Na stronie internetowej publikujemy tylko wybrane artykuły. Powyżej zamieścilismy punkty sprzedaży "Czasu Polskiego".

Donacja na "Czas Polski"
Thank you



Polecane strony WWW

 


zabytkowe

 


 



Banner
Płomień olimpijski w Windsor (4/2010) Print E-mail
User Rating: / 1
PoorBest 
Aktualności
Written by Leszek Wyrzykowski   

Do rozpoczęcia zimowej olimpiady pozostało jeszcze kilka tygodni, sportowcy szlifują formę, a organizatorzy rwą resztki włosów z głów, a to za sprawą kaprysów natury: po prostu śniegu w Vancouver i okolicy jak na lekarstwo... .  Przypomina mi się w tym momencie złośliwa opowiastka związana właśnie z zimowymi igrzyskami, otóż ktoś śmiał się, iż są to zawody organizowane wtedy, kiedy zaczyna brakować śniegu...

Co prawda organizatorzy zapowiadają, że śniegu nie zabraknie, są robione zapasy w tych okolicach, gdzie śniegu nie brakuje, a w planach jest nawet wykorzystanie... helikopterów do przewożeniu śniegu!

No ale śnieg potrzebny jest od 12 lutego, a sztafeta z płomieniem olimpijskim przemierza Kanadę już od 30 października 2009 r.  W sztafecie bierze udział 12 tys. osób, a płomień pokona trasę liczącą 45 tys. km.

Z prostego rachunku wynika, że większość trasy płomień będzie przewożony, a tylko w miastach i osiedlach robią to konkretni ludzie, jak Paul Janikowski, nasz młody rodak z La Salle (takie nieco dalsze przedmieście Windsor).

Zanim przedstawię Paula i przebieg sztafety w La Salle, kilka słów na temat historii.  Otóż zimowe igrzyska organizowane są od roku 1924 - Chamonix we Francji.  Początkowo nazywane były Tygodniem Sportów Zimowych, ale szybko nazwę zmieniono i organizowano zarówno letnie, jak i zimowe igrzyska w tym samym roku.

Znicz olimpijski po raz pierwszy zapłonął w 1928 r. w Amsterdamie, dopiero Niemcy w 1936 r. zorganizowali pierwszą sztafetę, która z ogniem odpalonym w starożytnej Olimpii przeniosła go do Niemiec na igrzyska roku 1936.  Co ciekawe, w Niemczech hitlerowskich nocne marsze z pochodniami, masowe wiece były częścią nazistowskiego wychowania.  Odwołanie się do starożytnych Greków miało świadczyć o pochodzeniu samych Niemców.  Tak więc piękna idea olimpijskiej sztafety, z płomieniem zapalanym w Olimpii, ma bardzo niepiękne początki.

W starożytności na czas igrzysk przerywano wojny, ale współcześnie po prostu nie organizowano olimpiad, tym nie mniej duch olimpijski przetrzymał wszystkie próby i w dniu 12 lutego na stadionie olimpijskim w Vancouver ponownie zapłonie znicz olimpijski.
Jak już wspomniałem w Kanadzie do udziału w sztafecie wytypowano 12 tys. osób.  Nie ukrywam, sam również starałem się o ten zaszczyt - np. niektóre instytucje finansowe ogłaszały, że szukają chętnych.  Zgłosiłem się, wybrałem trasę wzdłuż autostrady 401, między London a Windsor, o świcie - jednym słowem starałem się obstawić takie miejsce i czas, aby mieć chociaż złudzenie, że zostanę wybrany.  Zamiast tego zaproponowano mi... pożyczkę!

Ale Paul Janikowski przebiegł swoje 300 m w La Salle dzięki temu, że dyrekcja szkoły, do której uczęszcza, wytypowała go.  Ktoś zapyta, dlaczego akurat on?  Okazuje się, że Paul jest bardzo uzdolnionym lekkoatletą, a także piłkarzem, tyle tylko, że po złamaniu obojczyka opiekunowie wytłumaczyli mu, że nie może więcej ryzykować; po prostu w biegach ma szansę osiągnąć znacznie więcej niż w piłce nożnej.

Piłkę nożną Paul trenował w... Michigan.

Na mistrzostwach Kanady w ub. roku Janikowski wywalczyl szóste miejsce w kategorii juniorów i trzecie w gronie swoich rówieśników, okazuje się bowiem, że regularnie startuje ze starszymi od siebie biegaczami i wcale im nie ustępuje.

Sztafeta olimpijska, w której brał udział, dotarła do La Salle w dniu 23 grudnia, w godzinach popołudniowych.  Ponieważ było to duże wydarzenie dla nas, Polaków, no i zaszczyt dla naszego młodego rodaka, na trasę biegu udała się dość liczna reprezentacja z biało-czerwoną flagą.  Na miejscu okazało się, że poszczególni uczestnicy, zanim przejmą płomień, mają kilka minut na spotkanie z sympatykami, kibicami, wykorzystaliśmy to na robienie pamiątkowych zdjęć.

Dodam, że drugą serię wykonaliśmy już po powrocie Paula do domu.  Za jedyne 350 dol. uczestnicy sztafety mogli pochodnię zatrzymać...  I to było dla nas duże zaskoczenie, nie spodziewaliśmy się, że może to być tak kosztowna przyjemność, ale któż z nas nie kupiłby takiej pamiątki?

Po zakończeniu biegu przez La Salle płomień przeniesiono do Windsor, tutaj, przed ratuszem, zorganizowano duże święto z odpaleniem znicza.

Następnego dnia, czyli w wigilię Bożego Narodzenia, o godz. 6:00 rano, na dwie minuty sztafeta zatrzymała się po drugiej stronie miasta - w Tecumseh.  Dla pierwszych 200 dzieci przygotowano prezenty w postaci pamiątkowych rękawic z olimpijskimi kołami.  Wśród tych, którzy rękawice otrzymali byli nasi młodzi rodacy: Gabriela Krasowki i Kacper Szutka.  „Nie było łatwo wstać tak wcześnie, ale warto było” - powiedział 11-letni Kacper.

Co tu dużo mówić, Kanada to taki trochę młodszy i słabszy brat USA, nie kryjący swych kompleksów i zapowiadający na każdym kroku zwycięstwa w czasie olimpiady.  Zwłaszcza niedawna porażka w mistrzostwach świata juniorów w hokeju na lodzie, popsuła humory, ale igrzyska za pasem i będzie okazja, aby seniorzy pokazali, kto jest mistrzem hokeja...  Jakoś tak to wygląda od środka, że szczególnie ciężko pogodzić się Kanadyjczykom z porażkami z sąsiadem z południa.

Mówiąc o igrzyskach trzeba też podkreślić jeszcze jeden szczególny moment: otóż na palcach jednej ręki można policzyć te państwa, które organizowały zawody i nie wywalczyły złotego medalu!  Kanada gościła letnie (Montreal 1976) i zimowe (Calgary 1988) igrzyska nie zdobywając złota, ale do historii przeszły inne „osiągnięcia”, np. dług zaciągnięty na letnie igrzyska w Montrealu spłacano przez 30 lat; zazwyczaj zawody tej rangi przynoszą dochody, ale w Montrealu było inaczej.  Poza tym po oberwaniu chmury woda zgasiła znicz olimpijski, na szczęście jeden z działaczy miał przy sobie zapalniczkę i nie namyślając się zbyt długo - zapalił płomień.  Później tłumaczono, że zapasowy ogień przetrzymywano gdzieś w bezpiecznym miejscu.  Ale z płomieniem w Montrealu to nie koniec ciekawostek.  Po ceremonii zapalenia pochodni w Olimpii ogień w postaci sygnału radiowego przekazano do Ottawy, tam sygnał radiowy miał uruchomić promień lasera, a ten ponownie odpalić pochodnię.  Prawda, że bardzo skomplikowana operacja?

Ponieważ gospodarz igrzysk ma prawo zaproponować nowe konkurencje, w Vancouver planowano skoki narciarskie kobiet, ale pomysł został odrzucony.  Tym czasem inni działacze naciskają, aby do programu igrzysk wprowadzić... biegi przełajowe.  Za czery lata w Soczi biegów jeszcze nie będzie, ale za osiem lat wszystko jest możliwe.  Dzięki dołączeniu biegów przełajowych sportowcy z krajów afrykańskich będą mieć szansę na medale w sportach zimowych.

A jako, że i Paul Janikowski osiąga coraz lepsze wyniki w przełajach - czyż nie byłoby pięknie, gdyby za osiem lat reprezentował Kanadę na kolejnych igrzyskach zimowych?

Leszek Wyrzykowski

 
Oferta krajowa i zagraniczna. Kwiaty na cay wiat

Imieniny

Dzisiaj : Piotra Sergiusza
Jutro : Lukasza Mikolaja
Pojutrze : Jacka Dagny

Kursy walut

walutaskupsprz.
USD3.06703.1290
EUR3.90593.9849
Mario Games

"Wielu trzyma się uparcie raz obranej drogi, lecz tylko nieliczni dążą konsekwentnie do swego celu."

Fryderyk Nietzsche